ANDRZEJ HOŁOWATY OP - HOMILIE
Ryba bez wody - złudzenie niezależności XXVII Niedziela Zwykła · Mt 21, 33–43
Mapa myśli:
- Czyżby Bóg był mściwy?
- Grzech pierworodny: złudzenie, że poza Bogiem coś jest
- Syndrom ryby bez wody
- Jestem darem i wszystko jest darem
- Dwie winnice, dwa scenariusze
- Kto kogo wybrał?
- Dzierżawca, nie właściciel
- Sam siebie wymieniam
- Krzew i latorośle
Czyżby Bóg był mściwy?
Można odnieść wrażenie, wsłuchując się w te dwie opowieści o winnicy, jedna Izajaszowa, druga z Ewangelii św. Mateusza, że Pan Bóg jest mściwy, że karze za niewierność. Powiew łagodności wnosi tylko czytanie z Listu św. Pawła Apostoła do Filipian.
Grzech pierworodny: złudzenie, że poza Bogiem coś jest
Trzeba by uczynić pewne założenie, żeby pozbyć się tej myśli, że Pan Bóg chce się na nas zemścić, chce nas wyrzucić, pozbawić dziedzictwa itd. Tym założeniem jest to, co każdy z nas dziedziczy po Adamie i Ewie, to znaczy grzech pierworodny.
Jeżeli sięgniemy do Księgi Rodzaju, polega on na tym, że człowiek wypowiada posłuszeństwo Panu Bogu, tak jakby poza Panem Bogiem było jeszcze coś. Złudzenie tego, że jesteśmy istotami niezależnymi, że możemy decydować za siebie - wybierać sobie taką drogę i takie wartości, jakie nam się przyśnią.
I tak samo jak Adam i Ewa stracili raj, tak samo my również, nosząc w sobie ten bunt i tą chorą myśl, że możemy żyć poza Panem Bogiem, idziemy dokładnie tą samą ścieżką.
Syndrom ryby bez wody
I teraz, jeżeli ja wybieram taką właśnie drogę, to nie Pan Bóg mnie karze, to ja idę w pustkę, w próżnię.
- To tak, jakby ryba zapragnęła żyć bez wody i utrzymywała, że to jest wolnością rybią.
- Albo drzewo pragnęło się przesadzić na asfalt, na autostradę, bo to jest emanacja jego wolności.
- Tak samo jakbym ja miał pretensje do Pana Boga z tego powodu, że jest prawo ciążenia i nie mogę latać - to gwałci moją wolność!
I jeżeli uwierzę w to, że jednak mogę latać i spróbuję, to rychło się przekonam, jak to się skończy. A w zasadzie się nie przekonam, ponieważ już nie będę wiedział.
My to dokładnie robimy w życiu duchowym, w życiu moralnym - usiłujemy wymyślać sobie jakieś prawa i według nich postępować. To nie Pan Bóg jest mściwy, to moje myślenie jest głupie, jakoby poza nim coś było.
Jestem darem i wszystko jest darem
Ciągle zapominamy o tym, że nieustannie jesteśmy stwarzani przez Pana Boga, że każdy nas oddech jest Jego darem. I to jest podstawą Bożej wizji, że ja jestem darem, nieustannie dawanym przez Pana Boga dla mnie samego.
Wszystko co mam, moje istnienie, to jest obdarowanie.
Nie ma czegoś takiego, żebym z siebie sam począł siebie, sam siebie wykreował. Owszem, w jakichś dziedzinach, które mi zostały powierzone przez Pana Boga, jak najbardziej. Ale przecież wystarczy tylko zwykłe spojrzenie na ilość lat człowieka, żeby rychło dojść do głębokiej świadomości, że jesteśmy nieuchronnie przemijalni, bardzo kruchutcy.
Dwie winnice, dwa scenariusze
I o tym mówią te dwie przypowieści. Ale również dają głęboką biblijną perspektywę na stworzenie świata, na jego istnienie tu i teraz.
Mianowicie pierwsza z tych przypowieści, skarga Izajaszowa, to jest skarga Boga na swoją winnicę, na ten lud, który wybrał, który przeznaczył do tego, żeby nieść imię Pana Boga w świat, a on zawiódł, zawiódł na całej linii.
I zobaczmy, że jednak te dwie przypowieści różnią się od siebie.
- W pierwszej cała winnica zostaje zniszczona. W pewnym sensie mówi to o tym, że dziedzictwo Izraela zostało zabrane, a przekazane do innej winnicy.
- A w drugiej przypowieści Jezus nie mówi o tym, że winnica zostaje zniszczona. Zostaną tylko wymienieni dzierżawcy.
Dlaczego tak jest?
Dlatego, że tą winnicą jest sam Chrystus. Wierność, personifikacja wierności Panu Bogu. I ona nie zostanie nigdy zniszczona. Co najwyżej my możemy zostać wymieniani.
Kto kogo wybrał?
Chyba też kluczem do tych dwóch opowieści jest fragment, który śpiewaliśmy po Alleluja.
To jest to ciągłe złudzenie, że to ja wybieram Pana Boga. To On mnie wybrał. Takiemu złudzeniu, takiej aberracji może ulec każdy.
Bardzo często ulegamy my, księża. Mianowicie wydaje się nam - Nie wiem, być może, że ja też akurat tego typu czasem prezentuję wizję, że ja jestem właścicielem winnic, właścicielem Kościoła. Otóż nic podobnego!
Dzierżawca, nie właściciel
Tak jak każdy z was jestem tylko i wyłącznie dzierżawcą. A hasłem dzierżawcy jest to, co mówi Jezus:
To powtarzajmy.
Myślę, że skandal podziałów w Kościele, skandal tego, że każdy sobie uzurpuje prawo do prawdy, że jest niejako personifikacją prawdy, na tym właśnie polega, że my ciągle zapominamy, że jesteśmy jedynie dzierżawcami, jedynie sługami nieużytecznymi.
Każdy z nas - ja jako kapłan, Wy jako tak zwany "laikat" - nie lubię tego słowa, ale nie przychodzi mi do głowy nic innego.
Sam siebie wymieniam
Jeżeli ja będę ciągle o tym pamiętał, to z pokorą będę podchodził. Dlatego, że mogę zostać wymieniony - z mojego punktu widzenia.
A z punktu widzenia Bożego, to ja sam siebie wymieniam. Sam pozbawiam się dziedzictwa, wykraczając poza przykazania, poza którymi tak naprawdę nic nie ma. Jest tylko pustka i złudzenie, że mogę sam stanowić o sobie i być Bogiem.
Z mojego punktu widzenia ja mogę zostać wymieniony.
Z Bożego punktu widzenia, to ja sam siebie wymieniam.
A ile to tragedii przynosi, to każdy z nas chyba wie, jeżeli popatrzy na błędy, które uczynił w swoim życiu, na tych ludzi, których zranił, na tych ludzi, których odrzucił od siebie i jakie cierpienie im zadał, a jednocześnie też zadał je sam sobie.
O tym są te przypowieści, że nikt z nas nie ma monopolu na Prawdę. Wszyscy jesteśmy sługami tej Prawdy.
Wtedy w zupełnie innej perspektywie widzę Kościół, widzę człowieka, widzę proboszcza, który mnie na przykład drażni.
I ja i on jesteśmy sługami. Sługami, którzy pracują w winnicy. A winnym krzewem jest Chrystus.
Krzew i latorośle
Jezus powiedział sam o sobie w Ewangelii Janowej:
- Jeżeli jesteśmy wszczepieni w ten krzew, przynosimy owoc.
- Jeżeli nie, odcinamy się od korzeni i usychamy.
Jeśli odcinamy się od Boga, od korzeni, przez jakiś czas jeszcze możemy się czuć złudnie wolni.
Ale ta nasza iluzja niezależności zawsze przygaśnie.
To jest tylko kwestia czasu.