ANDRZEJ HOŁOWATY OP - HOMILIE


Logo

Sztuka upominania XXIII niedziela zwykła · (Mt 18, 15-20) ·
"Gdy brat twój zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy..."

Mapa myśli:

W skrócie: Właściwe upominanie łączy teologię (odpowiedzialność, modlitwa) z psychologią (uważność, odwaga). Kluczem jest przejście od egoizmu do troski - poprzez słuchanie Boga, bliźniego i własnego serca.

Odpowiedzialność

„Bracia, nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością”

Dzisiejsze czytania mówią o pewnym aspekcie miłości bliźniego, mianowicie ten aspekt to odpowiedzialność, odpowiedzialność za drugiego człowieka. Jeżeli odwracamy się od swojej odpowiedzialności za bliźniego, to - według księgi Ezechiela - uśmiercamy zarówno bliźniego jak i samego siebie. Jezus wręcz nakazuje, abyśmy upominali.

Sprawa nie jest taka łatwa.

Może na wstępie zastanówmy się nad słowem “odpowiedzialność”. „Odpowiedzieć” - odpowiada się na coś, na wezwanie, a więc ja muszę je najpierw usłyszeć, skąd pochodzi to wezwanie.

Wezwanie ma dwa źródła:

Wyzucie z egoizmu i uważność

Ażeby usłyszeć to wezwanie, ja muszę mieć wyczulony słuch, musi we mnie być coś takiego jak uważność:

Uważność na drugiego człowieka i uważność na Pana Boga.

Uważność - jeżeli skupiam na czymś uwagę, automatycznie odwracam oczy od samego siebie - a więc ona mnie leczy z mojego egoizmu.
Żelazna logika jest w Piśmie Świętym, logika egzystencjalna, logika miłości. Cały ciąg prowadzi nas do tego, abyśmy się wyzuli z naszego egoizmu i on jest podstawą owocnego zwracania uwagi.

Modlitwa

Jeszcze jedna rzecz, modlitwa. Jeżeli milczymy, jeżeli głos Pana Boga do nas nie dociera - i to jest nasza wina, jeżeli głos bliźniego do nas nie dociera - i to jest nasza wina ... to wtedy ponosimy odpowiedzialność.
A więc niezbędną rzeczą jest ten wyczulony słuch na drugiego człowieka. Żebym ja słyszał, to muszę współczuć.

Odwaga

Muszę także znać samego siebie - nie mogę być tchórzem, muszę być odważny, bo zwracanie uwagi zakłada jednak odwagę, przezwyciężenie swojego egoizmu. Natomiast milczenie często jest tchórzostwem, bardzo często za odmienianym słowem tolerancja kryje się tylko i zwyczajnie ... nasza obojętność.

Ewangelia mówi nam o sposobie zwracania uwagi drugiemu człowiekowi, jeżeli ten zawinił przeciwko mnie. Mówi w ten sposób:

“ Idź i upomnij go w cztery oczy!”

Bardzo trudne zadanie.
W cztery oczy? My na ogół wolimy, żeby jeszcze piąte i szóste oko było obecne przy upominaniu drugiego człowieka... To wymaga naprawdę wyjścia z samego siebie.

Co więcej, wymaga także wsłuchania się w wezwanie Pana Boga. Ja muszę zweryfikować, jeżeli idę do drugiego człowieka zwrócić mu uwagę:

Bez modlitwy ani rusz

Jezus mówi:

“ Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, (…) a jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi. ”

Ktoś może powiedzieć, że to przypomina denuncjowanie drugiego człowieka... ale zapominamy o tych kilku zdaniach na końcu Ewangelii.
Jezus mówi tak: - Jeśli dwaj albo trzej o coś zgodnie modlić się będą, to uzyskają to! (Mt 18, 19-20)

I teraz pytanie:

Czy ja - jeżeli rodzi się we mnie chęć zwrócenia uwagi drugiemu człowiekowi - czy ja się za niego modlę?

Co więcej, czy modlę się z moim bliźnim także, bo według słów Jezusa nieuchronnie uzyskam to, czego chcę, jeżeli naprawdę występuję w dobrej sprawie, jeżeli ona jest pozbawiona i odarta z czystego egoizmu.

Ilu z nas, gdy chce zwrócić uwagę bliźniemu, to robi to właśnie dlatego, że zostało podrażnione ego, a ilu z nas modli się za tego człowieka, zanim zwróci uwagę?

Pytanie: Po co się modlić ?

Dlatego, żebym ja go ujrzał w szerszej perspektywie.
Nie tylko przez pryzmat winy w stosunku do mnie, ale żebym go ujrzał jako dziecko Boże - jako mojego brata.

Pytanie: A kto jest moim bratem i kto jest moim bliźnim?

Każdy, kto jest w orbicie mojego zainteresowania, kto jest w polu mojego widzenia. Ja noszę odpowiedzialność za drugiego człowieka w sobie. I co więcej, jeżeli podejmuję ten trud odpowiedzialności, to mnie wyrywa z samego siebie, przestaję się kręcić wokół własnej osi.

Rada Katona Starszego

Ktoś może powiedzieć: - No dobrze, ale jak to zrobić?

Są takie piękne słowa Katona (Starszego), on mówi tak:
"Rem tene, verba sequentur"

Trzymaj się rzeczy,
a słowa znajdą się same.

Czyli trzymaj się istoty rzeczy.
Trzymaj się tego, że masz zwrócić uwagę nie poprzez swój pryzmat swojego egoizmu, tylko mając na względzie dobro tego człowieka, a słowa znajdą się same.

Gdy forma przysłania treść

Jest niestety taki pseudo-chrześcijański sposób zwracania uwagi, który powoduje wręcz odwrotne skutki. Być może każdy z nas doświadczył właśnie tego, że słowa słodko płynące, które brzmią jak romantyczna ballada, albo marny wiersz, a gdzieś pod tym buzuje wściekłość. Taka powierzchnia chrześcijańska, a wewnątrz widzę, że ten człowiek, który mówi do mnie, jest naprawdę niespokojny i najchętniej by wykrzyczał mi w twarz to, co chce mi powiedzieć. To do niczego nie doprowadzi.

Zmiana perspektywy

Jest mnóstwo takich rzeczy, które próbujemy, a nam nie wychodzą, może dlatego właśnie, że się nie modlimy, może dlatego, że sprawa między nami, a naszym bliźnim nie jest zanurzona w modlitwie. To jest konieczne, to jest niezbędne, dlatego właśnie, że modlitwa powoduje, że ja kontaktuję się z samym sobą i z rzeczywistością.

Dzięki modlitwie ja widzę w zupełnie innej perspektywie - nie oceniam pochopnie, widzę szeroko drugiego człowieka i jego losy, jego skomplikowaną historię, albo mogę się jej domyślić.

Czyli rezygnuję z tego egoistycznego podejścia do sprawy.

Zwracanie uwagi, nie bycie obojętnym, nie bycie tchórzem, jest sposobem, żeby pozbyć się chorego zainteresowania samym sobą, żeby ciągle nie palić cichych kadzidełek na ołtarzu swojej doskonałości. To niezmiernie ważne w życiu.


upominam