ANDRZEJ HOŁOWATY OP - HOMILIE


Logo

Nieustanna walka nowego człowieka ze starym XXII niedziela zwykła · Jr 20, 7-9 · Mt 16, 21-27 ·
"Kto chce zachować swoje życie, straci je;
a kto straci swe życie z Mego powodu, znajdzie je"

Mapa myśli:

W skrócie: Życie to wewnętrzna walka między duchowym powołaniem, a ludzkimi pragnieniami sukcesu i bezpieczeństwa. Prawdziwe człowieczeństwo jest uznaniem własnej zależności od Boga, a cierpienie i krzyż mogą być "narzędziem" oczyszczającym mnie z iluzji samowystarczalności. Mam wybór między próbą nieustannego kontrolowania życia, a przyjęciem Bożego planu, ktory mimo trudności przynosi prawdziwą wolność i radość.

Walka nowego Jeremiasza ze starym

W dzisiejszych czytaniach jesteśmy świadkami bardzo ciekawego procesu. Procesu, który dokonuje się w sercach ludzkich - nieustannej walki nowego człowieka ze starym.

W pierwszym czytaniu Jeremiasz ma dylemat. Z jednej strony Pan Bóg go - jak to określa Jeremiasz - "uwiódł", a z drugiej strony wie, że musi głosić gwałt i ruinę, czyli coś, co się nie podoba słuchaczom.

I stoi wobec dylematu:

Walka nowego Piotra ze starym

Podobną sytuację mamy w Ewangelii.
Też jesteśmy świadkami stawania się Piotra nowym człowiekiem, a jednocześnie takiego brutalnego obumierania starego człowieka w świętym Piotrze.

Tydzień temu czytaliśmy fragment bezpośrednio poprzedzający ten dzisiejszy, kiedy to właśnie Piotr wyznał, że Jezus jest Mesjaszem, za co uzyskał takie słowa Jezusa mówiące o tym, że On jest opoką, na której Jezus zbuduje Kościół.

A dzisiaj sytuacja zmieniła się jak w kalejdoskopie.
Dzisiaj zasłużył na słowa naprawdę ostrej reprymendy.
Jezus mówi:

„Zejdź mi z oczu szatanie, bo nie myślisz o tym, co Boże, tylko o tym, co ludzkie”.

Ludzkie kalkulacje

Dlaczego święty Piotr tak gwałtownie protestował, gdy Jezus mówił o cierpieniu, o swojej śmierci, umieraniu i zmartwychwstaniu?

Oczywiście nie ma wątpliwości, że chodziło mu o Mistrza, to znaczy o Jezusa, o Jego dobro - dobro oczywiście w mniemaniu świętego Piotra - ale to nie wszystko.

Nie wiem, czy święty Piotr sobie zdawał z tego sprawę i na ile sobie zdawał, ale prawdopodobnie w jego myśleniu była jeszcze inna nuta, nuta bardzo egoistyczna.

Bo kimże był święty Piotr? Rybak, który uległ "uwiedzeniu" przez Pana Jezusa, zostawił wszystko i poszedł za Nim. Nie wiadomo, jak to się dokonało, dlaczego akurat tak Jezus oddziaływał na niego, że święty Piotr zostawił wszystko, niemniej jednak chodził już przez długi czas w towarzystwie Jezusa i zdaje się, że mu to odpowiadało.

Odpowiadało, bo sprzyjało – powiedzmy - jego koncepcji szczęścia i sukcesu.
Jezus był naprawdę Kimś. Wszyscy Go słuchali.

Krycie się w cieniu takiego możnego protektora, miało zapewnić
św. Piotrowi sukces.

Zgorszenie krzyża

I tutaj nagle okazało się, że ta symfonia, która tak wspaniale rozwijała się w głowie świętego Piotra, - że będzie w cieniu chwały swojego Mistrza i ten splendor także spłynie na niego - nagle w tę symfonię wkradła się fałszywa nuta!

I to właśnie ze strony jego Mistrza, który mówi o swojej śmierci i umieraniu. A wszystko miało być tak dobrze… i stąd ten gwałtowny protest świętego Piotra. Chodziło mu o dobro Jezusa, oczywiście w pojęciu świętego Piotra, ale także, żeby upiec własną pieczeń, żeby przy okazji także ta część chwały spłynęła na niego.

Otóż okazuje się, że zgorszenie krzyża nie jest udziałem tylko świata pogańskiego, ale także pierwszego Kościoła.

Śmierć za życia

Tak jest też z nami. My też produkujemy szczęście na swoją własną ludzką miarę.
Bardzo często jest tak, jak z młodszym synem z przypowieści o synu marnotrawnym. Wydawało się, że wszystko idzie dobrze. Zabrał swój majątek i rzeczywiście łapał życie otwartymi ustami, czerpał pełnymi garściami, a tymczasem już w tym momencie, kiedy tak się wszystko układało, on nie żył. On był trupem.

Tragedia człowieka polega na tym, że wydaje mu się, że żyje, a jest nieboszczykiem. I dopiero wtedy, kiedy ten proces umierania, degradacji wewnętrznej osiągnie pewien pułap, dopiero wtedy bardzo często zdobywam świadomość tego. I ona jest nagła.

Nagle okazuje się, że nic nie jest mi w stanie zapewnić bezpieczeństwa, że jestem słabym człowiekiem. To dochodzi do mnie w sposób gwałtowny. Rozbija całe moje życie. Bo co to jest człowieczeństwo? Na jaką miarę Chrystus chce nas skroić?

Pułapka samowystarczalności

Przede wszystkim chcę powiedzieć jedną rzecz, że:

Bycie człowiekiem to jest głęboka świadomość tego, że jestem śmiertelny, że nie mogę zapewnić sobie nieśmiertelności.

A największą pokusą człowieka jest bycie bogiem - wspaniale, jeżeli ja mogę udzielać ze swojego, jeżeli bryluję w towarzystwie, jeżeli rzeczywiście jestem kimś. I produkujemy takie swoje szczęście i bezpieczeństwo.

Oszukujemy się także, że będziemy żyli wiecznie. Stąd te wszystkie pragnienia ludzi o to, żeby przedłużać swoje życie do maksimum, które w końcu okazują się tragifarsą, jak w przypadku niektórych, którym puszczają podczas koncertu szwy po kilku face-liftingach.
I trochę tak jest z nami. W pewnym momencie właśnie te szwy puszczają i to jest tragedia człowieka.

Z drugiej strony, bycie człowiekiem, bycie nowym stworzeniem, to oznacza też głęboką świadomość, że ja nie mogę sam siebie zbawić, że bez Pana Boga tak naprawdę nic nie mogę uczynić.

Narzędzie wyzwolenia z iluzji boskości i bezpieczeństwa

Stąd to dzisiejsze twierdzenie Pana Jezusa, że każdy musi wziąć swój krzyż.
Cierpienie jest takim, powiedziałbym, „narzędziem”, które wyrywa nas z tego, że jesteśmy bogami i potrafimy sami sobie zapewnić bezpieczeństwo, jak również sami się ciebie zbawić. Okazuje miałkość tej produkcji, którą uprawiamy, taka „podróbka szczęścia z fabryki na Tajwanie”, jak to śpiewa jedna pani (Katarzyna Nosowska i Hey – „4 pory”).

Niesienie krzyża powoduje, że ja naprawdę zaczynam pamiętać o tym, że jestem człowiekiem śmiertelnym.
I obok mnie mój bliźni też jest śmiertelny.
A więc nie będę już grał Pana Boga.

Fiasko początkiem nawrócenia

Co więcej, wiem, że sam siebie nie mogę zbawić, wiem, że to leży poza moimi możliwościami, że zbawienie jest darmo dane. Dlatego właśnie ten, kto chce zyskać swoje życie, niech je straci. Niech je rozda.

To jest wielka łaska, jeżeli Pan Bóg rozbija te nasze mrzonki, które w naszej ludzkiej świadomości są tragedią i fiaskiem naszego życia, bo my pragniemy sukcesu. Ale to jest fiasko, które jest początkiem nawrócenia.

Nie należy się bać, gdy przyjdą nad nas trudne terminy, trudne czasy, gdy wszystko się rozsypuje, ponieważ bardzo często w ten sposób działa Pan Bóg.

Radość w ofierze

On nie chce nas wpędzić w depresję, pognębić, wdeptać w ziemię, tylko chce, abyśmy naprawdę byli nowym stworzeniem. A innej drogi do tego, żeby być nowym stworzeniem nie ma, jak poprzez krzyż i cierpienie.

I co więcej, to wcale nie jest doświadczenie, które nas totalnie zdruzgocze i uczyni z nas cierpiętników. Posłuchajmy, co mówi święty Paweł w Liście do Rzymian:

„Proszę was, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej. Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża.”

W tych słowach jest olbrzymia radość Apostoła, pomimo, że on też niesie swój krzyż.

Kwestia wyboru

Mam do wyboru:


wybór
wybór